www.Zarty.eu

najlepsze żarty, kawały i dowcipy w sieci

Co ty robisz…

Szkot czyta książkę. Od czasu do czasu gasi światło, potem znów je zapala.
– Co ty robisz? – pyta go żona.
– Przecież przewracać kartki można i po ciemku.

Co pan wiezie…

- Co pan wiezie w tej torbie (do Szkota)?
– Papier toaletowy
– Ale czemu tak śmierdzi?
– Bo wiozę go do pralni…

Jasio przychodzi…

Jasio przychodzi po dwudniowej nieobecności w szkole a pani pyta:
– Jasiu dlaczego wczoraj nie byłeś w szkole?
– Musiałem prowadzić krowę do byka!
– A nie mógł tego zrobić ojciec?
– Nie proszę pani, to musiał zrobić byk!

Studenci piją wino…

Studenci piją wino na korytarzu, wtem nadchodzi prof. ksiądz…
– Co pijecie?!?
– Wodę proszę księdza….
– Wodę? Pokażcie…… Przecież to wino!!!
– Cud! Cud! Ksiądz zamienił wodę w wino!!!

Idzie sobie mała…

Idzie sobie mała, biedna myszka aż dochodzi do rzeki. Ponieważ to była duża rzeka z bardzo mocnym prądem to myszka się wystraszyła, że nie przepłynie i mówi do ptaka stojącego obok:
– Ja taka mała biedna myszka a Ty taki wielki i silny, proszę złap mnie i przewieź na druga stronę…
– Nie.
– No proszę…
– Nie!
– No ale błagam…
– NIE!
Ptak odleciał… Myszka się wkurzyła, zebrała wszystkie siły, wskoczyła do wody i ostatkiem sił przepłynęła na drugi brzeg. Wychodzi cala mokra, zupełnie przemoczona.
– Jaki z tego morał?

– Jak „ptak” jest twardy to „myszka” musi być mokra!

Szkot do żony…

Szkot do żony leżącej na łożu śmierci:
– Kochanie, idę po lekarza. Gdybyś jednak wyczuła, że zbliża się twój koniec, to nie zapomnij zgasić światła.

Mały Szkot…

Mały Szkot mówi do ojca:
– Tato, kup mi na urodziny łyżwy!
– Przecież latem nie jeździ się na łyżwach!
– To kup mi w zimie.
– Ale w zimie nie masz urodzin!

Rozmawia dwóch kolegów…

Rozmawia dwóch kolegów:
– Czy znasz moją żonę?
– Znam.
– A ile byś mi za nią zapłacił?
– Ani grosza.
– Dobra. Umowa stoi.

Stalin przyjechał…

Stalin przyjechał do kołchozu.
– Dobrze wam się żyje? – zażartował Stalin.
– Dobrze! – zażartowali kołchoźnicy.

Narzeczony przychodzi…

Kilka dni przed ślubem narzeczony przychodzi do księdza, wręcza mu 200 złotych i mówi:
– Proszę księdza, mam prośbę. Proszę podczas dyktowania mi przysięgi małżeńskiej opuścić słowa: Ślubuję ci wierność, miłość i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. Dziękuję z góry…
Przyszedł dzień ślubu. Pan młody pewny siebie stanął przed ołtarzem i wszystko szło dobrze do momentu składania przysięgi małżeńskiej. Ksiądz zapytał bowiem:
– Czy ślubujesz bezgraniczne oddanie swojej żonie, posłuszeństwo wobec każdego jej rozkazu, przynoszenie jej śniadania do łóżka do końca życia? Czy klniesz się na Boga, że nigdy nie spojrzysz na inna kobietę i nawet nie przyjdzie ci do głowy, że inne kobiety żyją na świecie?
Pan młody, ciężko przestraszony i zaszokowany, wybąkał:
– Ta… ta… tak…
Po ceremonii wściekły przybiegł do księdza i pyta, co to miało znaczyć. Ksiądz oddaje mu 200 złotych i odpowiada spokojnie:
– Po prostu przebiła twoją ofertę.