www.Zarty.eu

najlepsze żarty, kawały i dowcipy w sieci

Ksiądz i siostra zakonna…

Ksiądz i siostra zakonna grają w golfa. Ksiądz bierze kija i uderza w piłkę która toczy się w bok i nie wpada do dziury.
– A niech to wszyscy Diabli!!!! Nie trafiłem!!! – krzyczy wściekły ksiądz.
– Jak ksiądz tak może? – pyta się zawstydzona siostra – tak nie można… co na to Pan powie?
Ksiądz patrzy się na zakonnicę spod oka i przeprasza… już tak nie powiem więcej.
Idą do następnej dziury i podobnie jak wcześniej ksiądz nie trafia:
– A niech to wszyscy Diabli!!! Nie trafiłem!!! – znowu rzecze ze złością.
– Bracie, jaki to wstyd pobożnemu tak mówić – upomina go nieco zdenerwowana już siostra.
– Ok… już nie będę, jeśli jeszcze raz tak powiem niech piorun z nieba zleci i w łeb mnie trzaśnie.
Poszli do następnej dziury, ksiądz znowu nie trafił:
– A niech to wszyscy Diabli!!! Nie trafiłem!!! – krzyczy ze złością.
Wtem ciemno się zrobiło na świecie, coś zahuczało, zamruczało i piorun z nieba zleciał i walnął siostrę w łeb. A z nieba słychać jęk:
– A niech to wszyscy Diabli! Nie trafiłem!!!…

Zrobiłem jak mi poradziłeś…

– Ktoś mi ukradł rower – skarży się pastorowi ksiądz.
– Wiem jak go możesz odzyskać. Jutro w czasie mszy wymień dziesięć przykazań, kiedy dojdziesz do ‚nie kradnij’ jeden z parafian na pewno się zaczerwieni.
Kiedy w poniedziałek pastor spotkał się z księdzem i spytał:
– Czy wyjaśniła się sprawa z rowerem?
– Tak, zrobiłem jak mi poradziłeś, a kiedy doszedłem do ‚nie cudzołóż’, przypomniałem sobie, gdzie go postawiłem…

Pięćdziesięciogroszówka…

Umarł banknot 200 zlotowy. Przychodzi do nieba i Bóg, w swej wielkiej dobroci mówi mu:
– Do piekła! Zasmucony banknot udaje się do kotła piekielnego, z którego widzi, jakby było wspaniale w niebie… Umarł banknot 100 zlotowy. Pan Bóg znów go do piekła wysyła. Umarł banknot 50 zlotowy. I znów do piekła. Podobnie z dwudziestozłotowym i dziesięciozłotowym. Umarła pięciozłotówka, ale i ona trafiła do piekła, tak jak i dwuzłotówka, i złotówka. Gdy przed Panem Bogiem stanęłam pięćdziesięciogroszówka, ten uradowany wziął ją do siebie i po prawicy posadził. Inne nominały zaczęły krzyczeć:
– Dlaczego on jest z tobą Panie, a my nie?
A Pan Bóg popatrzył na nich i zapytał:
– A kiedy ja was ostatni raz w kościele widziałem?

Kto cię nauczył mówić…

Mama pyta Jasia:
– Kto cię nauczył mówić „O, k…a”?
– Święty Mikołaj.
– Święty Mikołaj?
– Słowo daję! Kiedy wszedł w nocy do mojego pokoju z prezentem i rąbnął się głową w szafę – tak właśnie powiedział!

Doskonale naśladuje głos sowy…

Jaś w przedszkolu często opowiadał kolegom, jak to jego dziadek doskonale naśladuje głos sowy. W końcu zaciekawił nawet panią wychowawczynię.Gdy dziadek pewnego dnia przyszedł odebrać Jasia, pani poprosiła go, aby zademonstrował dzieciom swój talent naśladowcy głosu sowy.
– Ależ proszę pani, ja nigdy nie naśladowałem sowy… – odpowiedział jej zdziwiony dziadek.
– Dziadku, a powiedz, jak figlowałeś z dziewczynami gdy byłeś młody – podpowiada mu Jaś.
– Uchuchuchuchu…

Zakonnice na rowerach…

Jadą zakonnice na rowerach po wybojach. W pewnym momencie przełożona mówi:
– Dość luksusów! Zakładać siodełka!

Ty prawiłeś kazania…

Przed bramą nieba staje ksiądz i kierowca autobusu. święty Piotr mówi:
– Ty kierowco do nieba, a ty księże do czyśćca.
– Ale czemu tak? – pyta ksiądz.
– Bo widzisz, jak ty prawiłeś kazania to wszyscy spali, a gdy on prowadził autobus to wszyscy się modlili.

Nie bawisz z Kaziem…

Mama mówi do synka:
– Jasiu, dlaczego już się nie bawisz z Kaziem?
– A czy ty mamusiu chciałabyś się bawić z kimś, kto kłamie, bije i przeklina?
– Oczywiście, że nie.
– No widzisz. Kaziu też nie chce!

Mamusiu, chciałbym…

Jasio mówi do mamy:
– Mamusiu, chciałbym ci coś ofiarować pod choinkę.
– Nie trzeba, syneczku. Jeśli chcesz mi sprawić przyjemność, to popraw swoją jedynkę z matematyki.
– Za późno, mamusiu. Kupiłem ci już perfumy.

Umawia się na wieczór…

Rodzice podsłuchali że Jasiu umawia się na wieczór z Małgosią, więc postanowili zostawić im wolną chatę i poszli do kina. Kiedy wrócili – ojciec pyta Jasia:
– No i jak było?
– Rewelacja tato – odpowiada Jasiu
– Ile razy? – pyta ojciec – 20 – mówi Jasiu
– Do końca? – pyta zdumiony ojciec
– Tak, do końca – mówi Jasiu
– No a co na to Małgosia? – pyta ojciec
– Małgosia? Nie przyszła.